poniedziałek, 5 września 2011

Intymność.

Powoli tegoroczne silne natężenie ślubne zbliża się ku końcowi ( Sic!) . 
Powoli skłaniam się ku wszelakim refleksjom. 
Uświadomiłem sobie Kochani, że fotograf ślubny jest niezwykle intymnym zawodem.
Dlaczego?
Cały dzień człowiek Młodej Parze towarzyszy. Zwłaszcza z Panią Młodą.
Od fryzjera, kosmetyczki, przyjazdu Pana Młodego, potem USC i dalej toczy się.
Podczas tych chwil, mam okazje poznawać dopiero młodych, którzy dostali namiar do mnie gdzieś z polecenia bo ktoś był zadowolony. 
Mam okazje poznać nie tylko ich, najważniejszych bohaterów Tych dni, ale też całe ich rodziny, otoczenie, przyjaciół. 
Podczas Tych chwil, człowiek dużo słyszy, różne sprawy wyskakują wówczas, sporo rozmów- zwłaszcza w domu Pani Młodej. 
Niesamowicie też od fotografa ślubnego zależy. Od tego jak się skoncentruje, zależy uchwycenie ważnych, istotnych, wzruszających momentów które się naturalnie zdarzają tego dnia.
Uchwycenie, no właśnie! Kolejną fazą jest obróbka. Podczas niej także dużo się dostrzega. Być może ktoś niezbyt korzystnie wyszedł i tutaj potrzeba delikatności, przykrycia tego niejako kurtyną milczenia. Zdarza się wychwycić podczas składania gratulacji niezbyt szczere życzenia. Tego także nie można pokazać światu, bo zawsze w takich chwilach myślę sobie, jakbym ja się czuł, widząc tego typu zdjęcie. Potrzebna duża doza empatii . 

Dużo zostaje powierzone. 
Tak w zasadzie,  mimo tego, że dobry fotograf stara się być jak najmniej zauważalny podczas dnia pracy, jednocześnie uchwyciwszy wszystko co istotne, to zostaje na jeden dzień jednym z najważniejszych ludzi dal Państwa Młodych. 

Przynajmniej ja tak to traktuje. Ponieważ dzięki temu, właściwie się podchodzi do powierzonego zadania.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Magda&Tomek ( Zapowiedź)


 \




Zapowiedź ze świetnego pleneru z Magdą i Tomkiem w roli głównej. Pan młody okazał się kopalnią pomysłów i wizji. Magda była dzielna. Genialne miejsce na plener wykopane przez Tomka. Cóż trzeba więcej?
Kto śledzi moje działania powinien się domyśleć, dostrzec, że sceneria była bliska mojej pierwszej serii autoportretowej zamieszczonej w sieci i w ogóle początkowi mych działań, więc nie muszę mówić, że ten plener sprawił mi dziką frajdę. Dosłownie dziką, ponieważ w hali głównej jest nieziemska akustyka i przeraziłem się donośnym śmiechem, który trudno było mi na moment opanować :)